wtorek, 29 lipca 2014

Spotkanie w Starachowicach




W ostatnią sobotę, w dniu moich imienin, odbyło się spotkanie blogerek w Starachowicach. Wybrałam się na nie wraz z Ają :).

Miejscem spotkania była kawiarnia Kafka w Starachowicach. Bardzo przyjemne miejsce z bogatym menu :).




Udział w spotkaniu wzięło 10 blogerek:




1. Justyna - organizatorka http://szkatulka-ziuzia21.blogspot.com/

2. Małgorzata - http://margaritkaaa.blogspot.com/

3. Katarzyna - http://mendziorka.blogspot.com/

4. Magdalena - http://blizniaczki09.blogspot.com/

5. Anna - http://blog-dla-kobiet.blogspot.com/

6. Katarzyna - http://nafalachistnienia.blogspot.com/

7. Aja - http://rarityikosmetyki.blogspot.com/

8. Magdalena - http://magdaikosmetyki.blogspot.com/

9. Magdalena - http://tococieszy.blogspot.com/

10. ja :D - http://45stopni.blogspot.com/








Każda z nas przyniosła drobny prezencik dla Małgorzaty Gugały http://dzieciom.pl/podopieczni/17501. Was też zachęcam do pomocy! :)




Pierwszym punktem programu była prezentacja pani Dagny, reprezentującej markę Soraya









Następne było wystąpienie pana Jacka reprezentującego firmę Futurosa. Mineralne cienie La Rosa podbiły nasze serca :)














Oglądaniu kosmetyków i plotkom nie było końca...




















Niestety, musiałyśmy wracać... Do domu przywiozłam ze sobą takie oto fanty :)






Bardzo dziękuję sponsorom spotkania :)

















A to taki słodki bonusik :) Babeczka była pyszna! :*


piątek, 25 lipca 2014

Simply black

Gdy jest ciepło preferuję prostotę. Wolę mniej, ale za to konkretniej. Prosta sukienka z suwakiem na plecach, a do tego różowe trampki. Bez zbędnych kombinacji :). Lubicie takie stylizacje?









sukienka - House, trampki - prezent, torba - ystrdy, zegarek - Geneva

środa, 23 lipca 2014

Alterra maska nawilżająca do włosów suchych i zniszczonych granat i aloes

O cudownej masce Alterra słyszałam od dawien dawna. W końcu, gdy moje włosy przesuszyły się od farbowania henną, postanowiłam ją kupić. Akurat trafiłam na promocję w Rossmannie, ha!
Wygodna tubka stojąca na zakrętce zawiera 150 ml produktu. Cena kosmetyku to ok. 10 zł. Bardzo atrakcyjna, biorąc pod uwagę, że to produkt naturalny :).

Maska ma kremową, konsystencję, nie jest za rzadka, ani za gęsta. Idealnie rozprowadza się na włosach. Na moje, sięgające do ramion wystarcza porcja średniej wielkości, dzięki temu opakowanie starcza na kilkanaście użyć. Jest to całkiem przyzwoity wynik. Zapach kosmetyku jest przyjemny, co umila mi jego używanie :).

Instrukcja użycia mówi, że preparat należy pozostawić na włosach na "czas odpowiedni do ich potrzeb". U mnie jest to ok. 30-60 minut, w zależności od możliwości ;). Po upływie tego czasu spłukuję maskę. W efekcie moje włosy łatwo się rozczesują i są miękkie. Po wyschnięciu stają się sypkie i wyraźnie odczuwam poprawę nawilżenia. Włosy się ładnie układają i wyglądają zdrowo :).

Aktualnie jest to moja ulubiona maska, z pewnością kupię jeszcze nie jedną tubkę :D. W planach mam wypróbowanie innych kosmetyków do włosy marki Alterra. A może mi coś polecicie? :)


wtorek, 22 lipca 2014

Przekombinowane Batiste

Jestem pewna, że wszyscy znają suche szampony Batiste. Jest to produkt bardzo praktyczny, za jego pomocą można reanimować niezbyt świeżą fryzurę. Osobiście bardzo lubię ten kosmetyk, ale żeby nie było tak idealnie, znalazł się też jeden wyjątek...
Batiste do włosów ciemnych. W sumie nie wiem po co takie cudo. Zwykłe suche szampony i tak nie są widoczne nawet na ciemnych włosach. Po wtarciu i ewentualnym wyczesaniu po białym proszku nie ma śladu. W wersji do włosów ciemnych, proszek ma kolor ciemnego brązu. Fakt, nie jest widoczny, spełnia swoją funkcję, odświeża włosy... Ale... Bez kitu! Po przeczesaniu włosów palcami mam brudną dłoń! :( Proszek osadza się na palcach. Jest to mega irytujące!
Kosmetyk powoli zużywam w sytuacjach gdy planuję związać włosy. Wtedy ich nie przeczesuję ;). Mam nadzieję, że kiedyś go w końcu zużyję. Więcej nie kupię tej wersji, preferuję te bez koloru. A Wy?


piątek, 18 lipca 2014

Mythos - żel pod prysznic z peelingiem

Dziś pod lupę wezmę grecki kosmetyk - żel z peelingującymi drobinkami, marki Mythos. Przyszła na niego pora, gdy Ukochany zaczął myć się szamponem... Myślał, że nie mamy żelu, naiwny ;) I tym sposobem przyszła pora na Mythos.
200 ml tego specyfiku kosztuje 29 zł. Kosmetyk zamknięty jest w plastikowej butelce z wygodną zakrętką. Design opakowania jest całkiem przyjemny. A co mamy w środku? Żel. Żel jak żel, tyle, że z drobinkami. Ponoć to pestki oliwek. Wierzę na słowo, swoją drogą nigdy nie widziałam oliwki z pestką, jedynie takie sklepowe wydrylowane... Dużo jeszcze mnie w życiu czeka :D. Wróćmy do naszego specyfiku, jego zapach jest całkiem przyjemny, z niczym mi się nie kojarzy, ale jest spoko. Konsystencja standardowa.
Jeśli chodzi o użycie to takie typowe, pod tym względem nie było zaskoczenia ;). Kosmetyk dobrze się rozprowadza, myje, troszkę posmyra skórę (bo peelingiem tego nazwać nie można), nawet nie wysusza. I tyle. Taki sobie zwykły żel, typowy drogeryjny kosmetyk.
I ja się pytam, czemu on kosztuje 29 zł? Więcej niż 10 zł to bym za niego nie dała, ale skoro już go mam to myć się będę :)


czwartek, 17 lipca 2014

Trochę zawirowań i co z tego wynika - nailgrowth Miracle od Sally Hansen i wszystko będzie dobrze

Ostatnia przerwa na blogu była dłuższa niż te "standardowe", a jej przyczyna była realna ;). Z tego powodu postanowiłam się wytłumaczyć (a tak naprawdę post zapchajdziura nie jest zły ;), nie no, żartuję, drugie dno też będzie).
Ostatnio miałam dużo zawirowań w pracy... Nie będę wchodzić w szczegóły, w każdym razie sytuacja była na tyle napięta, że pewnego razu moja cierpliwość się skończyła i po prostu, w godzinach pracy, wzięłam torebkę i poszłam... Nie, nie do domu, poszłam sobie na inną placówkę. Sytuacja rozwinęła się tak, że kilka osób zaczęło kombinować bym zmieniła miejsce pracy, aktualnie jestem na wymówieniu, przełożona mojej przełożonej dzwoni do mnie i rozmawia bezpośrednio ze mną  (po starej znajomości) ;). W tej chwili chyba wszystko jest już na dobrej drodze, niebawem moja praca znowu będzie bezstresowa, a pieniądze ochoczo będą się gromadzić na moim koncie ;).
A teraz clue programu - przez stresy obgryzłam paznokcie. No dobra, nie obgryzłam, ale obskubałam jak tylko się dało. Z paznokci nie zostało nic, a tortury jakie im zafundowałam przyczyniły się do pogorszenia ich stanu. Postanowiłam, że tak być nie może! Z dniem dzisiejszym rozpoczynam kurację z preparatami nailgrowth Miracle od Sally Hansen. Pamiętam, że złotą odżywkę poznałam jeszcze w podstawówce, to był dla mnie magiczny kosmetyk, wierzyłam, że dzięki niemu mogę mieć piękne paznokcie :). Później szarpnęłam się ze dwa razy na buteleczkę i byłam zadowolona... Ale wiecie, w tamtych czasach to mógł być efekt placebo, w końcu używałam tej "cudownej" odżywki ;). Teraz mam inne podejście i już nie będzie tak łatwo. Przez miesiąc będę stosowała złotą odżywkę i serum, a potem pokażę efekty. Jesteście ciekawi? Bo ja bardzo!
Żeby było dramatycznej dam nawet zdjęcie moich zmaltretowanych paznokci. Strach się bać :D




czwartek, 10 lipca 2014

Reanimuj lakier do paznokci z reFRESH od Vipera Cosmetics

Już bardzo dawno temu usłyszałam o rozcieńczalnikach do lakierów, ale dopiero niedawno weszłam w posiadanie takiego specyfiku. Podczas zakupów doznałam olśnienia i zatrzymałam się przy wyspie z kosmetykami marki Vipera. Szybko odnalazłam interesujący mnie produkt i gdo kupiłam za ok. 12 zł.

Po powrocie do domu od razu zaczęłam testować nowy nabytek. Na opakowaniu wyczytałam, że rozcieńczalnik nie zawiera toluenu :). Do buteleczek ze zgęstniałym lakierem wkropiłam 10-15 kropli (w zależności od konsystencji), a potem porządnie wstrząsnęłam. Konsystencja zdecydowanie się poprawiła, w końcu da się ich normalnie używać :). Nie zauważyłam żeby właściwości lakierów się pogorszyły. Tzn. te właściwości, które miały przed zgęstnieniem ;). Tak czy inaczej zgęstniałe lakiery do niczego się nie nadają, dlatego myślę, że warto poeksperymentować z rozcieńczalnikiem. A Wy jak myślicie?


wtorek, 8 lipca 2014

Green Pharmacy - Olejek łopianowy z czerwoną papryką

Na początku maja postanowiłam porządnie wziąć się za pielęgnację włosów. Koniec z zaniedbaniami, oleje być muszą! Dziś pokażę Wam jeden z używanych przeze mnie.
Olejek łopianowy z czerwoną papryką, marki Green Pharmacy, ma za zadanie wzmocnić włosy i pobudzić ich wzrost. Produkt znajduje się w plastikowej butelce o pojemności 100 ml, a jego cena to ok. 6 zł. Producent zaleca nakładać go, na 30 minut przed myciem włosów, po podgrzaniu, na skórę głowy. Ja czasami używam go zgodnie z instrukcją, a czasami zostawiam na głowie na całą noc. Od czasu do czasu nakładam go również na całą długość włosów. Niewielka jego ilość wystarcza na całą głowę. Jego nakładanie nie sprawie trudności, ja go rozcieram na dłoniach, a potem wcieram w głowę. Olej łatwo się zmywa szamponem bez SLS-ów. Nie obciąża kosmyków, a nawet mam wrażenie, że po jego użyciu włosy dłużej pozostają świeże. Nie narzekam na wypadanie włosów więc ciężko mi powiedzieć czy preparat wpłynął na ich wzmocnienie. Za to z całą pewnością stwierdzam, że na mojej głowie nowe włosy rosną jak szalone :). Poza tym są bardziej błyszczące.
Z olejku łopianowego jestem bardzo zadowolona, nawet jedną buteleczkę dałam mamusi (a jej daję tylko to co naprawdę robi nam bardzo dobrze). Muszę przetestować inne rodzaje olejów Green Pharmacy. Możecie mi jakieś polecić?




sobota, 5 lipca 2014

Tanie i dobre skarpetki złuszczające

Dziś będzie krótko bo mam mało czasu, ale jest coś co musiałam Wam pokazać. 
Na targach kosmetycznych kupiłam parę skarpetek złuszczających za 50 zł. Ostatni raz tak przepłaciłam! Ostatnio natknęłam się na produkt marki Skinlite - Exfoliating Foot Mask, który można kupić za ok. 10 zł w sklepach Carrefour. Kupiłam 2 opakowania i przetestowałam... Działa! Skarpetki są równie skuteczne jak te za 50, a także za 100 zł :D. Po co przepłacać? 
Lećcie do Carrefour'a i dajcie znać jak się u Was sprawdziły :) Ja jestem zachwycona i polecam :)

Ps.
Ale jak mi wykupicie sprzed nosa to się wkurzę ;)

środa, 2 lipca 2014

The Secret Soap Store - Body Elixir Time for Baltic

Body Elixir od TSSS to ostatnio mój ulubiony kosmetyk do ciała. Chcecie dowiedzieć się dlaczego?
Plastikowy pojemniczek z pompką wyróżnia się już na pierwszy rzut oka. Zamiast zwykłej etykietki ma przyklejony zadrukowany kawałek płótna. Rozgwiazdy i muszelki idealnie wpisują się w marynistyczny klimat :). W buteleczce mam 100 ml kosmetyku.
Elixiru nie mogę nazwać balsamem, dla mnie to bardziej mleczko do ciała. Ma lekką konsystencję, jednak nie jest lejący. Dobrze się rozprowadza, a mała ilość pozwala posmarować dużą powierzchnię ciała. Dzięki temu jest dość wydajny. Kosmetyk szybko się wchłania pozostawiając nawilżoną i wygładzoną skórę, bez tłustej warstwy. Na ciele, jeszcze długo po aplikacji, utrzymuje się piękny zapach. Ciężko mi go do czegoś porównać, mogę tylko powiedzieć, że jest bardzo przyjemny. Kojarzy mi się z czystością (ale NIE jest to zapach detergentu, żeby nie było).
W składzie kosmetyku odnajdujemy naturalne składniki, wśród nich wyciąg z bursztynu, który ma nawilżać i regenerować.
Elixir bardzo przypadł mi do gustu. Uwielbiam się nim smarować i podoba mi się jego działanie. Daję mu wielki plus za szybkość wchłaniania (nie lubię czekać na wchłonięcie się kosmetyku, ale producenci balsamów pod prysznic na mnie nie zarobią ;)). Znacie go? Lubicie?


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...