sobota, 22 lutego 2014

Co z tą zimą?

Myślicie, że w tym sezonie spadnie jeszcze śnieg? Jeśli chodzi o mnie to mogę czekać do grudnia ;). Gdyby dzień był słoneczny to pewnie wyszłabym w skórzanej kurtce... Trudno uwierzyć, że nadal mamy luty, prawda?











płaszcz - Bershka, bluzka - no name, spodnie - Tally Weijl, skarpetki - no name, buty - Kari, torba - Diverse, zegarek - allegro

wtorek, 18 lutego 2014

Bioxsine - szampon przeciw wypadaniu włosów

Blogowanie pozwoliło mi poznać wiele kosmetyków, na które pewnie, sama z siebie, nie zwróciłabym uwagi. Jednym z nich jest szampon Bioxsine, w mojej wersji do włosów suchych i normalnych. Jest to ziołowy kosmetyk, który ma za zadanie przeciwdziałać wypadaniu włosów, pobudzić ich wzrost i wzmocnić je. Za to wszystko odpowiedzialny jest pewien tajemniczy składnik - ziołowy BIOCOMPLEX B11.
Szampon zamknięty jest w płaskiej plastikowej butelce, o pojemności 300 ml, jego cena to ok. 40 zł. Kosmetyk ma gęstą konsystencję, jest wydajny, wystarczy użyć małej ilości do umycia całej głowy. Szampon się pieni. Płyn ma kolor coli, a jego zapach bardzo przypadł mi do gustu. Jest ziołowy i kojarzy mi się z winem, ale nie do końca wiem dlaczego ;).
Początkowo kosmetyku używał mój Ukochany, ale po dłuższym stosowaniu pojawił się u niego łupież i musiał go odstawić :(. Kosmetyk przejęłam ja, moja skóra głowy jest mniej wrażliwa i szampon się u mnie sprawdził. Po dłuższym stosowaniu zauważyłam, że włosy przestały mi wypadać, a na dodatek zauważyłam wiele nowych, krótkich włosów. Takiego efektu się nie spodziewałam! Moje włosy bardzo się zagęściły i wzmocniły. Wyglądają zdrowo, a po myciu Bioxsine dobrze się układają.
Szampon bardzo przypadł mi do gustu, na pewno na stałe zagości w mojej łazience. Spróbuję też kupić wersję przeciwłupieżową dla Ukochanego :). Jeśli macie problem z wypadaniem włosów to szczerze Wam polecam szampon Bioxsine :)


niedziela, 2 lutego 2014

Pierwsze farbowanie henną Khadi

W końcu się odważyłam i kupiłam sobie hennę. Padło na ciemny brąz z oferty Khadi. Trochę się bałam bo słyszałam, że farbowanie trwa dłuuuugo, może nie wyjść, a na dodatek nie rozczeszę włosów... Na szczęście było inaczej :)
Do farbowania użyłam połowy proszku, zalałam go wodą, rozmieszałam... Kilka razy dolewałam wody ;) i w końcu nałożyłam na włosy grubą warstwą. Starałam się to zrobić dokładnie, ale wiecie, że nie mam cierpliwości do takich rzeczy więc po prostu nałożyłam najlepiej jak umiałam. Na to foliowy czepek, ręcznik i... Czekam ;). Hennę trzymałam na głowie jakieś 2 godziny. Po tym czasie zaczęłam ją zmywać i mocno się zdziwiłam. Proszek po prostu się wypłukał, a płukanie poszło szybko i sprawnie. Okazało się, że henna nie zabrudziła mi skóry (oczywiście wymazałam sobie całe czoło...), hurra! Rozczesywanie nie sprawiło mi trudności, wszystko się udało! Po wysuszeniu włosów okazało się, że kolor chwycił ładnie, mój nowy brąz ma chłodny odcień i bardzo mi się podoba :). Minusem henny jest taki, że śmierdzi jak gotowany szpinak. Zapach był wyczuwalny jeszcze przy dwóch myciach włosów... Na szczęście już się wymył :).
Jestem zachwycona tą naturalną metodą farbowania i mam zamiar być jej wierna :).



sobota, 1 lutego 2014

Most na Wiśle

Tytuł przyszedł sam. Jak dobrze gdy ktoś może mnie wyręczyć. Dziś jest ciepło, olałam więc kurtki i na spacer wyszłam w kamizelce. Sweterek z wełny merynosów i ciepłe buty zapewniły mi ciepło :) Hurra! Prosto, sportowo i klasycznie.







sweter - Kenar, kamizelka - Tommy Hilfiger, spodnie - Tally Weijl, buty - Wojas
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...