sobota, 4 maja 2013

Buddyści, zafarbowane spodnie i porysowane auto - krótka przypowieść o denerwowaniu się ;)

Dziś post z morałem. A co, czasami można, byleby nie za dużo ;). Jak wiecie, lub nie wiecie, wczoraj wieczorem przyjechała do nas moja mamusia. Przywiozła nam kilka fantów, posiedzieliśmy przy herbatce, pogadaliśmy i poszliśmy spać. Rano wstaliśmy, wypiliśmy kawkę i zebraliśmy się na zakupy. Zeszliśmy pod blok. Auto stało w miejscu w którym ktoś od czasu do czasu robi psikusy... Wycieraczki podniesione, lusterka złożone, trawa na masce, puszka na dachu itp. Z daleko zobaczyliśmy, że wycieraczka z tyłu jest podniesiona. Już wiedzieliśmy, o co chodzi. Lusterka złożone. Ok, nic takiego, można wszystko poprawić... Ale jak przeszliśmy na drugą stronę auta to pobledliśmy... Rysa przez całe auto :(. I to do podkładu. Mama się wkurzyła. Mi się zrobiło słabo... No nic, w planach były zakupy (mamusia lubi je robić ze mną) więc pojechaliśmy. Po drodze zastanawialiśmy się czy kredka do zarysowań da radę, potem rozważaliśmy amatorskie lakierowanie... Humoru mamie to nie poprawiło. W dwóch pierwszych miejscach zakupów nie zrobiliśmy żadnych bo mama była za bardzo zdenerwowana. Tłumaczyłam jej, że nie powinna się denerwować bo to nic już jej nie da. Niestety, to jej nie przekonało. W końcu się wkurzyłam, powiedziałam, że ma do mnie nie przyjeżdżać skoro potem tak się denerwuje i że mi przykro. Na koniec dowaliłam, że dam jej 50 euro, które wczoraj dostałam jako zaliczkę do przyszłej sesji. To na nią podziałało ;). Mamusia uspokoiła się i mogliśmy już robić zakupy. Po zaliczeniu Ikea wróciliśmy do mieszkania i zaczęliśmy szukać w necie sposobu na rysy (wcześniej w komórce sprawdziłam, że kredki to pic na wodę). Szybko okazało się, że takie rzeczy pokrywane są z AC :D. Mama zadzwoniła do faceta od ubezpieczeń i wszystkiego się dowiedziała. Niby straci 10% zniżki, ale przecież AC nie jest po to by płacić, tylko po to żeby naprawiali szkody ;). I po co były te nerwy? Jeszcze troszkę denerwuje się tym, że w czasie lakierowania nie będzie miała czym jeździć, ale myślę, że znajdzie lakiernika, który oferuje auta zastępcze ;). Późniejsze zakupy się udały (a Ukochany miał okazję zobaczyć jak kupują prawdziwe kobiety... i ile wydają O.O) ;).
Druga rzecz, pamiętacie moje biało czarne spodnie? Te w paski. Stała się rzecz straszna, zafarbowały się w praniu... Na niebiesko O.O ;(. Starałam się nie denerwować, w końcu nerwy ich nie wybielą... Średnio mi się to udawało, niestety :(. Zaczęłam szukać i okazało się, że jest szansa je uratować (właśnie próbuję, o efektach dam znać jutro). Ogarnął mnie spokój i zaczęłam działać, jak nic nie wyjdzie to trudno, zafarbuję je na czarno ;).
Teraz pora na morał! O filozofii buddyjskiej wiem mało, ale coś tam mi po głowie biega. Jeśli się denerwujesz to są dwa wyjścia:
a) jeśli możesz wyeliminować powód zdenerwowania to zrób wszystko co w Twojej mocy by tego dokonać (czyli ratuj zafarbowane spodnie!)
b) jeśli nie masz wpływu na to co Cię gnębo to pogódź się z tym, po prostu szkoda nerwów
Staram się do tego stosować.

A tu macie miły widok...



Ps.
Ale jak wyczaję kto tak się "bawi", a na dodatek okaże się, że to właściciel jakiegoś auta (chociaż w to wątpimy) to pianka montażowa na pewno mi się przyda...

16 komentarzy:

  1. b) jeśli nie masz wpływu na to co Cię gnębi to pogódź się z tym, po prostu szkoda nerwów

    to moja ulubiona moja cecha charakteru :) czasami nazywam ją "zlewczością" = w każdym razie jest bardzo przydatna

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Muszę ją jeszcze u siebie wypracować ;)

      Usuń
    2. Pomaga, na prawdę! Chyba tylko dzięki temu jeszcze nie zwariowałam :)
      Do zobaczenia w sobotę :)

      Usuń
  2. Nie ma co się denerwowac jak już mleko wylane - ja pojechałam w zeszłym roku na zakupy, jak wyszłam ze sklepu padał grad wielkości pileczek golfowych - szkoda wyceniona tylko na 7200zł, samochód nadal nie naprawiony, wygląda jakby brał udział w działaniach wojennych, ale przynajmniej mieliśmy kasę na wakacje we Włoszech

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ma tego złebo co by na dobre nie wyszło ;)

      Usuń
  3. Chujowi bym jaja urwała za tę rysę. Całkiem spokojnie i bez nerwów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak zlokalizuję to się zemszczę. Podobno zemsta najlepiej smakuje na zimno ;)

      Usuń
  4. Hahaba kredka to wcale nie pic:) dziala fantastycznie- nawet ta z telezakupów mango, ale tylko jesli rysa nie sięga podkładu.probowalam setki razy i zawsze zero sladu:) co do spodni- koniecznie kup specjalne chusteczki wylapujce kolory w praniu. Piore w niej koszulki w więzienne paski i nigdy nie farbują, nawet w 60 stopniach:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak!
      Potwierdzam działanie chusteczek wyłapujących kolor!

      Usuń
    2. No tak, do drobnych rys jest ok, ale do takich konkretnych (czyli wykonanych celowo) się niestety nie nadaje :(

      Na przyszłość po prostu nie będę prała tych spodni z granatowymi dżinsami ;). Mam patent na zafarbowania! Jutro opiszę :D

      Usuń
  5. o ja pierniczę... no żal po prostu, na pewno COŚ mu się stanie za TAKIE COŚ :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli mnie spotka na swojej drodze to na pewno... A jeśli ma auto to do lakierowania będzie każdy element... I pianka montażowa w rurze wydechowej... A jak nie domknie szyby to aż mi łezka poleci gdy skończę swoje dzieło ;)

      Usuń
  6. Ludzie są beznadziejni po prostu;/
    Po co robić komuś na złość tak specjalnie?:/
    Nie czaje tego!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szkoda gadać, nie wiem co oni w głowie mają :(

      Usuń
  7. no niefajny żart ktoś wam zrobił, ludzie są podli. no ale najważniejsze, że rysa zniknie :)
    bardzo fajnie piszesz tak w ogóle, dodaję do obserwowanych :*

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...