piątek, 31 maja 2013

Kolorowe lato na paznokciach

Tu powinno być zdjęcie mojej drugiej wakacyjnej propozycji... Ale jak wiecie jestem teraz u mojej babci, aparat padł mi jakiś czas temu, robię zdjęcia telefonem (yeah) i korzystam z zastępczego laptopa... Który nie chce współpracować z moim telefonem ;( :( :( Zdjęcia mam, ale nie jestem w stanie ich przerzucić na kompa :( Położyłam akcję ;( Jutro postaram się dorwać jakiegoś innego laptopa i odzyskać te zdjęcia. Buuuuuu ;(

czwartek, 30 maja 2013

Farmona tutti frutti peeling do ciała jeżyna i malina

Przez ten deszcz totalnie opuściła mnie wena. Chcę coś dla Was napisać, ale jak mi to wyjdzie... Przekonacie się czytając poniższy tekst ;).

Dziś na tapetę biorę kolejny peeling od Farmony. Tym razem jeżyna i malina z serii tutti frutti. 120 ml kosmetyku zamknięte jest w buteleczce. Ceny niestety nie znam. Niebieski kolor, owocowy zapach. Na początku pomyślałam sobie "peeling myjący, żel z drobinkami". Jak bardzo się myliłam! Ten niepozorny kosmetyk to chyba najostrzejszy peeling jaki miałam! Ma konsystencje gęstego żelu, łatwo się rozporwadza na skórze, lekko się pieni. Przypuszczam, że dla wielu osób będzie za ostry, ale mi odpowiada, jestem peelingową masochistką ;). Po spłukaniu skóra przez dłuższy czas pozostaje zaczerwieniona. Plus za brak parafiny. Ze względu na małą pojemność będę go zabierała na wyjazdy. Co do zapachu to mojego serca nie podbił, ale nie jest zły ;). Ogólnie mogę powiedzieć, że kosmetyk mnie zaskoczył. W życiu nie spodziewałabym się takiego ostrego zawodnika w tak niepozornej plastikowej butelce. No kto by pomyślał! Znacie? Lubicie?



Dziś już jadę do Częstochowy. Jutrzejszy dzień będzie bardzo intensywny... Kolejne też! Trzymajcie za mnie kciuki! :D

środa, 29 maja 2013

Paczka od Decubal

W wyniku akcji na facebooku stałam się posiadaczką pełnej gamy kosmetyków Decubal. Są to dermokosmetyki do pielęgnacji skóry suchej i wrażliwej. W moje ręce trafiły: odżywczy i nawilżający krem do skóry suchej i atopowej, olejek pod prysznic i do kąpieli, nawilżająca pianka do mycia twarzy, ujędrniający i regenerujący krem pod oczy, odżywczy i intensywnie nawilżający krem do twarzy, łagodzący i kojący żel przeznaczony do skóry podrażnionej, balsam do ust i miejscowo zmienionej, popękanej i suchej skóry, intensywnie odżywczy i regenerujący krem do skóry suchej i atopowej, wypełniający i rewitalizujący krem do twarzy (do skóry dojrzałej), nawilżający, zmiękczający i ochronny krem do rąk oraz intensywnie odżywczy i regenerujący krem do skóry suchej i bardzo suchej. Moja skóra zdecydowanie jest sucha, potrafi się okropnie łuszczyć, swędzieć i nieciekawie wyglądać ;). Poza tym często mam podrażnioną twarz po sesjach (matujące podkłady i mocne makijaże robią swoje). Wczoraj rozpoczęłam testy (akurat byłam zmasakrowana po pracy) i mogę powiedzieć Wam, że jeden kosmetyk bardzo pozytywnie mnie zaskoczył, a w innych widzę duży potencjał :). Nie chcę uprzedzać faktów, zobaczymy co będzie dalej... Z ciekawości sprawdziłam ceny kosmetyków... Niespodzianka! Są bardzo przystępne, nie tylko w kategorii specyfików aptecznych, nawet na tle drogerii wyglądają przyzwoicie :).
Krem do cery dojrzałej planuję dać mamie, będzie testowała razem ze mną :). Mam nadzieję, że będzie zadowolona :).
Znacie kosmetyki Decubal? Jakie macie z nimi doświadczenia?

Ps.
Marka bardzo u mnie zaplusowała tą akcją :). 11 pełnowymiarowych kosmetyków trafiło do 1000 osób, robi wrażenie no nie? Wzbudza zaufanie :).


wtorek, 28 maja 2013

Kolorowe lato na paznokciach - pierwsza odsłona


Przez miesiąc będziecie oglądać moje paznokcie. Strach się bać! :D W tym czasie na pewno kupię nowe lakiery (bo ja jestem bardzo konserwatywna jeśli chodzi o ich kolory, prawie wszystkie to czerwienie i róże :)), specjalnie wyselekcjonowane do tej akcji :). Muszę Wam się przyznać, że ja mam z kolorowymi paznokciami nie po drodze. Po pierwsze moje przede wszystkim potrzebują odżywki ;). Po drugie, nawet jak sobie jakoś pięknie pomaluję to od razu muszę zmywać bo na sesjach najczęściej mam mieć nude. Jak widzicie dla mnie ta akcja będzie wyzwaniem :). Mam nadzieję, że podołam ;).

Pierwszy, proponowany przeze mnie kolor na lato, to koralowy nailwear pro od Avon. Kolor coral ;). Idealny odcień czerwieni na cieplejsze miesiące :) Pasuje do marynarskich stylizacji (które są moim wakacyjnym hitem) i do hawajskich kwiatów. Uniwersalny i ładny. Jak Wam się podoba?



poniedziałek, 27 maja 2013

Pat and Rub cukrowy peeling do ust

Długo marzyłam o tym kosmetyku, niestety jego cena (49 zł za 25 ml) jakoś tak mnie powstrzymywała przed zakupem ;). W końcu trafił w moje ręce, a zaraz potem na usta... I już mam o nim zdanie. Zacznę od pozytywów. Po pierwsze zabójczo pachnie. To zasługa olejku pomarańczowego. Następną zaletą jest naturalny skład. Tu się rozpisywać nie będę, wiadomo, że Pat&Rub w tym temacie wymiata. Co ciekawe kosmetyk jest jadalny. Z jednej strony fajnie bo mogę go zjeść z ust, a dość smaczny jest... Ale z drugiej boję się, że w chwili kryzysu wyjem go łyżeczką ze słoiczka O.O. Skoro już jestem przy opakowaniu to wspomnę, że peeling jest w plastikowym prostym słoiczku. Peeling ma postać cukrowych kryształków w oleistej zalewie (ale spokojnie, większość stanowi cukier, nic tam nie pływa). Kosmetyk spełnia swoje zadanie, złuszcza naskórek i nawilża. Po peelingu mamy gładziutkie śliczne usteczka. Tylko się całować :D. Hihi. Żeby nie było tak pięknie kosmetyk ma też minusy. Po nałożeniu na usta, podczas masowania, kryształki cukru szybkciuko ewakuują się na twarz, a co odważniejsze uciekają na podłogę, ubranie, laptop Ukochanego czy też królika (w zależnoś od miejsca pobytu pacjenta podczas zabiegu i stanu posiadania na kolanach ;)). Troszkę to upierdliwe, najlepiej nachylić się nad rozłożonym ręcznikiem papierowym... Ale ja leń jestem i klawiaturka zawsze wygrywa ;). Następny minus to cena... Co tu dużo mówić, 50 zł za coś co bez większych problemów można zastąpić wykorzystując produkty dostępne w kuchni. Wtedy oczywiście nie będzie tak ładnie, kolorowo i pachnąco, ale efekty podobne ;). Jeśli dorobię się góry pieniędzy to na pewno kupię wszystkie zapachy (smaki?), czyli oprócz pomarańczowego jeszcze różany i kawowy. Tym czasem po zużyciu (lub zjedzeniu) kosmetyku zadowolę się cukrem wsypanym do wiśniowego carmexu ;). A Wy znacie ten peeling? Co o nim myślicie?



Efektina peeling + maska do rąk

Saszetki Efektima są mi już dobrze znane, co jakiś czas funduję sobie relaks z nimi w domowym zaciszu. Wczoraj chciałam zająć się stopami, ale okazało się, że moja miska jest pęknięta i przecieka. Z braku laku przerzuciłam się na dłonie. Peeling i maska znajdują się w podwójnej saszetce o pojemności 2 x 7 ml. Taka ilość kosmetyku starcza mi na 2 zabiegi. Przygotowanie do zabawy to wymoczenie dłoni i odsunięcie skórek. Następnym krokiem jest wykonanie peelingu. Ma on dość płynną konsystencje i z łatwością nakłada się go na dłonie. Plusem jest to, że nie wysycha i się nie osypuje. Pozwala  na wykonanie długiego masażu. Po spłukaniu przychodzi czas na maskę. Jest dość kremowa, przyjemna w użyciu. Jedynie zapach nie jest dla mnie powalający, ale mi to nie przeszkadza. Z kosmetykiem na dłoniach wykonałam dłuuugi masaż każdego paliczka ;). W rezultacie moje dłonie są gładkie, nawilżone i lekko natłuszczone. Skórki wyglądają lepiej niż przed zabiegiem :D. Efekt zabiegu z Efektimą (hihi) jest dla mnie porównywalny z tym osiągniętym u manicurzystki. Jeśli nie widać różnicy to po co przepłacać? ;). Przyznam się, że nie znam dokładnej ceny, ale jest to kwestia kilku złotych. Rozwiązanie saszetkowe mi się podoba, kosmetyk nie zajmuje dużo miejsca i zużywam go do końca (u mnie kiepsko z systematycznością). Za jednym zamachem mam peeling i maskę czyli mogę kompleksowo dogodzić swoim dłoniom. Polecam!


Ps.
Przepraszam za jakość zdjęcia. Musiałam w końcu oddać obiektyw koledze, a mój wróci do mnie dopiero po weekendzie. Na razie robię zdjęcia telefonem, który jest bardzo głodny i zjada kolory.

sobota, 25 maja 2013

Azteckie wzory na wernisażu

Dziś wybraliśmy na wernisaż znajomego. Miło przejechać się na rynek z Ukochanym. Wzięliśmy aparat więc przy okazji powstało kilka zdjęć, na których widać moją dzisiejszą stylizację. Nigdy nie sądziłam, że w mojej szafie pojawi się coś w azteckie wzory, a tu niespodzianka. Gdy dziś rano, po wyjściu z Rossmanna, weszłam do Pepco i zobaczyłam tą koszulkę (i jej cenę) to nie było innej opcji, musiałam ją kupić ;). W ten sposób i u mnie zagościł ten trend :). Jak zwykle moja stylizacja jest prosta, praktyczna i wygodna :). Jak Wam się podoba?





Kurtka - Mohito, koszulka - Pepco, spodnie - New Yorker, buty - no name, biżuteria - by Dziubeka, torebka - przywieziona z Egiptu

Malinowa akcja - kolorowe lato na paznokciach!

Kornelia zaprosiła mnie do udziału w akcji Maliny. Muszę przyznać, że z własnej woli bym na to nie szła, ale skoro mam zaproszenie... To będzie dla mnie duże wyzwanie bo w temacie paznokci jestem cienka. Każdego dnia walczę o to by mieć paznokcie, ale zazwyczaj przegrywam. Dziś mi się jeden złamał i wszystkie poszły na ścięcie ;). Przez miesiąc będę z zaczerwienionym licem prezentować swoje nieudolnie pomalowane ogryzki. Ale jaja! ;)





Czas trwania: od 23.maja do 22. czerwca br., czyli do pierwszego dnia lata! 
- zabawa kolorami,
2. Zaproś do akcji co najmniej 5 osób.
Do akcji zapraszam:


Celem akcji jest:
- uśmiech każdego dnia, bo kolorowy świat cieszy!
- potwierdzenie hasła "kobieta zmienną jest",
- wybór Twojego letniego hitu. 

Zasady akcji:
1. Umieścić zasady akcji w poście na swoim blogu.
3. Umieść powyższy baner w bocznym pasku z linkiem do inicjatorki akcji MALINY i dopisz się do listy obserwatorów jej bloga.
4. W czasie trwania akcji co najmniej w każdy WTOREK i PIĄTEK opublikuj post z wybranym przez Ciebie lakierem do paznokci prezentując go KONIECZNIE na własnych paznokciach. Jeden kolor na jeden post! Łącznie każda z nas opublikuje co najmniej 8 postów z 8 kolorami lakierów do paznokci. 
Pierwszy KOLOROWY post umieszczamy we wtorek 28. maja, a ostatni w piątek 21. czerwca. 
5. W pierwszy dzień lata, czyli dokładnie 22 czerwca wszyscy zamieścimy post podsumowujący akcję dokonując wyboru koloru lakieru, który tego lata będzie królował na naszych paznokciach.


http://gingerowo.blogspot.com/
http://kameabloguje.blogspot.com/
http://prosteczynnosci.blogspot.com/
http://anuszka13.blogspot.com/
http://www.kosmetykibeztajemnic.pl/



Rossmannowy haul czyli -40% :)

Pierwsze podejście miało miejsce w czwartek, ludzi nie było za dużo, spokojnie kupiłam to co chciałam. Postanowiłam wrócić po podkład. Z powodu spontanicznego spotkania blogerek ;) nie udało się się dotrzeć wczoraj. W międzyczasie Anuszka i Ukochany nastraszyli mnie, że dzikie tłumy wszystko wykupiły i ja już nie mam czego tam szukać. Z duszą na ramieniu poleciałam dziś o 9 do najbliższego Rossmanna, z daleka zobaczyłam jak wchodzą tam ludzie, a co gorsza kobiety... W środku okazało się, że faktycznie przy kosmetykach do makijażu kilka osób stoi, ale wszystkie szafy są dotowarowane i uporządkowane. Do wyboru, do koloru :D. Ostatecznie moje zakupy prezentują się tak jak na zdjęciu. Kupiłam też płatki kosmetyczne i papier toaletowy, ale nie chcę wyjść na snobkę i nie będę się chwalić :P


piątek, 24 maja 2013

Spotkanie blogerek w 99

Od czasu do czasu bierzemy też udział w spontanicznych spotkaniach niesponsorowanych :). Powiem nawet, że bardzo je cenię. Wiem, że planowałam recenzję, ale co tam recenzja gdy jest likier kawowy i butelka wina :). Dzięki Anuszka! :* Ukochany właśnie omawia sprawę zakupu auta ;). Poznasz tatę Ukochanego bo chce zobaczyć auta na żywo :). Dziś było bardzo miło, domagam się więcej! :D


Schwarzkopf got2b volume refreshing styling powder

Pamiętacie moją recenzję pudru do włosów? Byłam zadowolona z jego działania, ale miał on swoje wady... W końcu w moje ręce trafił różowy spray got2b volume refreshing styling powder! Kosmetyk należy aplikować na suche włosy tuż przy ich nasadzie. Jego zadaniem jest podniesienie włosów i nadanie im objętości. Opakowanie mieści 200 ml specyfiku. Jest ładne, różowe (ha!), no czego chcieć więcej? W porównaniu do poprzedniego pudru, ten jest o wiele łatwiejszy w aplikacji. Od razu nanoszę go w miejsce docelowe. Przy okazji czuję wspaniały słodki zapach, muszę się powstrzymywać by nie psiknąć sobie do ust ;). Jego największym plusem, w stosunku do poprzednika, jest to, że się nie klei na włosach. Jest praktycznie niewyczuwalny po nałożeniu na głowę! Pięknie podnosi włosy, używam go do zrobienia fryzury po umyciu włosów, jak i do odświeżenia klapniętych włosów gdy na mycie nie mam czasu ;). Dla mnie jedynym minusem tego specyfiku może być niska wydajność (puszka wydaje mi się już być bardzo lekka... z drugiej strony nie ograniczam się w żaden sposób z aplikacją ;)). Ceny niestety nie znam, może Wy wiecie ile to cudo kosztuje? Bo na pewno zaopatrzę się w kolejne opakowanie :D.


czwartek, 23 maja 2013

Rimmel Salon pro peppermint

Ale monotematyczna ostatnio jestem ;). Trzeci dzień pod rząd Rimmel, drugi lakier ;). Dziś będzie o kolorze nr 500 - peppermint, z nowej serii salon pro. Odcień chłodnej mięty, idealny do pasteli :). Kolor ten modny jest od kilku sezonów, ale nie ma co się dziwić, po prostu ładnie wygląda. Jeśli chodzi o parametry buteleczki to są takie same jak przy wczorajszym lakierze ;), 12 ml, szeroki pędzelek. Różnice pojawiają się dalej. Do całkowitego krycia potrzebuję trzech warstw, na szczęście lakier szybko wysycha i nie jest to dla mnie kłopotliwe. Za to trwałość jest lepsza, lakier zaczyna się ścierać dopiero po trzecim dniu, może to kwestia większej ilości warstw? Z kosmetyku jestem bardzo zadowolona. Lakiery Rimmel będą moim nowym kosmetycznym pewniakiem. Jeśli Wam się podoba to śmigajcie do Rossmanna, możecie go aktualnie kupić 40% taniej :). Regionalna cena to ok. 18 zł.


Ps.
Zapraszam na mój fanpage (klik), mam tam dla Was rozdanie. A poza tym często piszę pierdoły ;)

Ogłoszenia parafialne na temat recenzji

Myślałam, myślałam i wymyśliłam! Rezygnuję z ocen w sklai 1-6. Doszłam do wniosku, że są bez sensu, ciężko mi uwzględnić w nich stosunek ceny do jakości. Musiałabym oceniać różne parametry i liczyć średnią, a to moim zdaniem do kosmetyków średnio pasuje. Od tej pory będę poprzestwać tylko na moich odczuciach, w końcu nie wszyscy muszą mieć takie same wymagania co do kosmetyku ;). Tak będzie najlepiej, no nie?

środa, 22 maja 2013

Wakacyjne spotkanie blogerek w Częstochowie :)

Przygotowania idą pełną parą, kto chce się z nami zobaczyć? Klikać do Angel :D


Rimmel Salon pro Kate Moss collection

Jest to mój pierwszy lakier od Rimmel. Piękna koralowa czerwień z kolekcji Kate Moss (317 hip hop). Jak dla mnie idealny kolor na lato :). Idealnie pasuje do moich ulubionych granatowych ciuszków ;). Lakier znajduje się w sporej buteleczce o pojemności 12 ml, ze skośnie ściętą zakrętką, wyróżnia się na półce. Pędzelek jest szeroki, płaski i zaokrąglony, jak dla mnie idealny! Maluje się wygodnie, nawet mi, chociaż mam do tego 2 lewe ręce ;). Nakłada się łatwo, nie smuży. Dwie warstwy zapewniają całkowite krycie. Szybko schnie, serio, ja niecierpliwiec jestem ;). Na koniec drugiego dnia noszenia zaczyna się ścierać na końcach (co ciekawe innego koloru z tej serii to nie dotyczy, ale o nim następnym razem). Odejmuję pół punktu za trwałość, mogłaby być troszkę lepsza, i oceniam na 5,5/6. Cena lakieru to ok. 18 zł, będę polować na promocje ;). Jak Wam się podoba?




wtorek, 21 maja 2013

Syoss oleo intense... pierwsze starcie

Po drodze do lekarza wstąpiłam do Rossmanna. Na wejściu farby. Ładne opakowanie nowości od Syoss mnie skusiło... W ten sposób stałam się posiadaczką farby oleo intense, dzisiaj nałożę ją na głowę. Wszystko byłoby pięknie gdyby nie jeden fakt... Nienawidzę bawić się z taką "zwykłą" farbą, preferuję piankę albo maskę... Chwilowo o tym zapomniałam i stało się to co się stało... Znacie ją? Powiedzcie, że nie będzie tak źle...


WIelkość ma znaczenie - Rimmel Scandaleyes lycra flex

Liczy się i długość, i grubość. Zdecydowanie! Co do tego nie mam żadnych wątpliwości :). Nie dajcie sobie wmówić, że jest inaczej, zasługujecie przecież na to co najlepsze! :D
A teraz od początku. Marka Rimmel zawsze kojarzyła mi się z kosmetykami dla mało wymagających nastolatek. Od czasu do czasu kupowałam jakiś kosmetyk, od którego nie wymagałam wyjątkowej jakości i zbytnio się nie zastanawiałam nad nim ;). Wszystko się zmieniło w momencie gdy w moje ręce trafił nowy tusz tej marki. Do tematu podeszłam bez większego entuzjazmu, po prostu coś co pomaluje mi rzęsy w czasach kryzysu (poprzednia maskara się kończyła). Nadeszła jednak chwila pierwszego użycia... Odkręciłam zakrętkę, wyciągnęłam szczoteczkę... Jest gruuuuba :D. Tak jak lubię :D. Gęsta gruba szczoteczka, nie jakieś chucherko łyse :D. Pomyślałam, że najgorzej być nie może ;). Po takich szczoteczkach spodziewam się tego, że nie sklejają rzęs. Nie pomyliłam się. Co tu dużo mówić, gruba szczoteczka robi dłuuugie rzęsy :D. Jest fajnie, wygodnie, bez grudek, a efekt jest super! Rzęsy nie są posklejane ani ugrzdulone (tak, istnieje takie słowo i odnosi się do rzęs potraktowanych kiepskim tuszem), a na dodatek ładnie wyciągnięte. Maskara długo schnie po nałożeniu, ale dla mnie to plus, mogę sobie rozczesywać włoski i kontrolować ich ułożenie (nie ma nic gorszego niż wielka dziura między rzęsami, powstała w wyniku jednego fałszywego ruchu, i utrwalona tuszem). Na dodatek wróży to długą żywotność. Kosmetyk się nie rozmazuje i nie osypuje, nawet po przetarciu oczu. Opakowanie zawierające 12 ml tuszu kosztuje ok. 30 zł. Na pewno zagości w mojej kosmetyczce jeszcze nie raz :D 6/6, bez gadania.

Ps.
Już nie będę omijać szaf z kosmetykami Rimmel
Pps.
Zdjęcie oczka zrobione jest po całym dniu noszenia, spacerze między pylącymi roślinami i tarciu oka.




poniedziałek, 20 maja 2013

Lubię się ubierać w kołdrę i w szlafrok

Serio. Teraz siedzę w niebieskim szlafroku, mam jeszcze biały. U rodziców jest króciutki w kwiatki i długi czerwony (muszę je w końcu przywieźć). Ukochany ma bardzo stylowy biały Polo by Ralph Lauren (bardzo twarzowy :D). Z kołdrami aktualnie trochę gorzej. Szerokości 160 i 200 cm nie należą do najwygodniejszych. Grunt, że można zastępczo zadziałać kocem. Czasami jednak trzeba połączyć wygodę z lookiem człowieka zrównoważonego... Wtedy ubieram się tak jak wczoraj w drodze na sesję. Szorty, koszula, balerinki (bo na szpilach to się nalatam później), czarny stanik (a co? :P), trochę biżuterii i pojemna torebka. Zestaw prawie tak idealny jak kołdra :D. 

Ps.
Przepraszam za zdjęcia, były robione autentycznie w biegu. Następnym razem się postaram :D







koszula - F&F (mojej mamy), szorty - gimnazjalne dżinsy Lee Cooper po małym DIY, balerinki - Deichmann, torebka - przywieziona z Egiptu, okulary - Ray Ban, biżuteria - by Dziubeka

niedziela, 19 maja 2013

Farmona tuttu frutti cukrowy peeling do ciała wiśnia i porzeczka

Dziś na tapetę idzie peeling cukrowy z nowej serii Tutti frutti. Duży słoik (o podwójnych ściankach) kosztuje 16 zł i mieści 300 g kosmetyku. Naklejka to połączenie etykietki z dżemu i fajnego logotypu (grafik nie był konsekwentny, trochę szkoda, ale do przyjęcia). Zapach z pewnością wiśniowy, wyczuwam charakterystyczną cierpkość. Konsystencja dość zwarta. Na mokrej skórze fajnie się rozprowadza, duży plus za to, że drobinki nie osypują się, mogę masować się aż do znudzenia jedną porcją kosmetyku. Za tym idzie fajna wydajność. Na dodatek nie jest to ostry peeling więc nie muszę się ograniczać ;). Na opakowaniu kusi mnie tekst o nawilżaniu i odżywaniu... Olejki i te sprawy. Szkoda tylko, że na pierwszym miejscu w składzie jest parafina. Po opłukaniu się jestem pokryta tłustą warstwą, która nie ma nic wspólnego z pielęgnującym olejkiem. Szkoda, a mogło być tak pięknie... Moja ocena to 4/6





piątek, 17 maja 2013

Joanna Naturia olejek do kąpieli i pod prycznic, wanilia i śmietanka. Mniam!

Uwielbiam zapach wanilii w każdej postaci. Te szlachetniejsze wersje jak i pospolicie słodkie ;). Właśnie taka słodka i przyjemna jest woń olejku od Joanny. Kosmetyk ze zdjęcia otrzymałam na spotkaniu blogerek, ale nie jest to mój pierwszy kontakt z nim. Od kilku lat kupuję go co jakiś czas :). Ma on przystępną cenę kilku złotych za 200 ml, a na dodatek często bywa w promocji ;). A ten słodki zapach... W kąpieli czuję się jak ciasteczko waniliowe :D ;). W plastikowej wygodnej butelce znajduje się dwufazowy płyn, który przed użyciem należy wstrząsnąć do połączenia się warstw. Jeśli chodzi o działanie... Ładnie pachnie ;). Olejkiem jest tylko z nazwy, szczerze mówiąc po wyjściu z wanny lub spod prysznica na skórze nawet ta parafina nie zostaje, a skóra w ogóle nie jest nawilżona :(. Kosmetyk traktuję jako umilacz kąpieli, a nie coś co nawilży i odżywi moją skórę. W tej roli się sprawdza i z pewnością jeszcze nie raz trafi do mojej łazienki :). Oceniam go na 4,5/6. 



Badanie skóry z Biodermą

Uczestniczki sobotniego spotkania blogerek w Krakowie miały okazję przebadać swoją skórę. Z chęcią skorzystałam z okazji i muszę Wam przyznać, że nie żałuję, a nawet jestem bardzo zadowolona :). Dowiedziałam się, że mam cerę mieszaną, której problemami jest błyszczenie, rozszerzone pory i odwodnienie. Mi najbardziej właśnie to ostatnie przeszkadza... Poza tym jest ok ;). Okazało się, że nie muszę zabezpieczać skóry dodatkowymi filtrami (hurra, nigdy tego nie robiłam, teraz przynajmniej nie mam wyrzutów sumienia), fototyp IV pozwala mi się cieszyć życiem ;). W temacie pielęgnacji dowiedziałam się, że powinnam używać lekkich kremów (do tej pory wybierałam te bardziej treściwe) i łagodnych preparatów do mycia (koniec z seriami anty trądzikowymi, no dobra, chyba czas się pogodzić z tym, że wyrosłam z tego problemu). Nie mogę się doczekać efektów nowego sposobu pielęgnacji :). Produkty polecane dla mnie to: płyn micelarny Hydrabio H2O, Hydrabio Mousse, Hydrabio Legere, Sensibio Eye, Sebium Masque oraz Hydrabio Masque. Jeśli chcecie poddać się takiemu badaniu to klikajcie tutaj! Serdecznie polecam :)




czwartek, 16 maja 2013

Po pracy...

Jestem alergikiem, a pyłki dają mi popalić :(. Po powrocie z sesji siedzę i myślę. Zmęczenie plus lokal w którym odbyły się zdjęcia... Zobaczcie same! Stworzone do fotografowania, no nie?



Zmęczona jestem :(

środa, 15 maja 2013

Prezenty ze spotkania blogerek

Nie mogłam się powstrzymać ;)


Już posprzątałam ;)

Nie lubię ładnych chłopców ;)

No dobrze, może dla niektórych robię wyjątki ;). Jeśli zaś chodzi o muzykę to uwielbiam tą brzydką! Dziś na tapetę biorę Joy Division, po prostu ich uwielbiam :D. Mogę słuchać w kółko całą dobę! Ich perkusista, Stephen Morris, to mój idol. Uwielbiam to co on wyczynia. Mam takie skryte marzenie by choć zbliżyć się do jego mistrzostwa na perkusji... Wczoraj podczas sesji miałam okazję chwilę sobie pograć... Strasznie brakuje mi w Krakowie perkusji, naszej nie możemu tu przywieźć :( Na perkusji akustycznej nie da się grać cicho, a przypuszczam, że sąsiedzi są bardziej wyrozumiali dla trąbek i skrzypiec, niż dla mojego instrumentu :(. Kiedyś sobie kupię elektroniczną i już nikt mi nie zabroni ;). Marzenie :)


Golden Rose Holiday - niebieski piasek

Mam! W końcu mam lakier o piaskowym wykończeniu. Pochodzi od Golden Rose i dostałam go na spotkaniu blogerek. Możecie go kupić za 12,90 (11,3 ml). Mój kolor to niebieski, nr 61. Z założenia nie przepadam za takimi na paznokciach, ale jednak muszę przyznać, że piaskowi taki kolor nawet przystoi ;). Dobrze się czułam nosząc ten lakier, a fakt, że nie odprysnął do końca drugiego dnia (jedynie lekko się starł na końcówkach, ale minimalnie) działa bardzo na plus :). Poza tym ma fajny, szeroki pędzelek, którym nawet ja potrafię coś pomalować ;), a do idealnego krycia wystarczą 2 warstwy. A co na minus? Długo schnie i ma dziwny zapach, ale może tak już musi być przy lakierach z takim wykończeniem? Wiecie coś na ten temat? Produkt moim zdaniem bardzo udany, przypadł mi do gustu, oceniam go na 5/6. Koniecznie muszę mieć inne kolory :D


Ps.
To mój paznokciowy debiut na blogu... No cóż, paznokcie to nie jest moja mocna strona, ale musiałam Wam pokazać jak prezentuje się ten lakier.

wtorek, 14 maja 2013

Wczorajsze ciasto marmurkowe

Tak właściwie to w tej chwili ciasto byłoby przedwczorajsze, ale zdjęcie ostatniego kawałka robiłam wczoraj więc zostanie wczorajsze ;). Zajadaliśmy się nim w niedzielę z Angel i Ukochanym. Powstało spontanicznie, Angel znalazła przepis i nadzorowała moją pracę ;). Wyszło zaskakująco dobre więc wrzucam przepis ;).

- 5 jajek
- 1 szklanka cukru
- 2,5 szklanki mąki pszennej
- 1 szklanka oleju (oczywiście dałam mniej, ok. 2/3)
- 1 szklanka wody mineralnej gazowanej (dałam kranówę)
- 3 łyżeczki proszku do pieczenia
- 3 łyżki kakao

Zmiksować wszystko oprócz kakao, wiecie, zwykłe ciasto ucierane, żadna filozofia ;). Połowę wlać do formy, do drugiej połowy sypnąć kakao, zmiskować i wylać na jasną część. Piec przez godzinę w piekarniku (nie wiem w jakiej temperaturze, mamy dziwny piekarnik i ustawiamy na 8 ;)). Zajadać. Smaczne, polecam ;).


poniedziałek, 13 maja 2013

Działo się, oj działo :D Zdjęcia z sobotniego spotkania blogerek :)

Ojej! Już po! Było super! A teraz od początku. Spotkanie organizowała Kornelia (bardzo dziękuję za możliwość uczestniczenia w wydarzeniu :* bardzo się cieszę, że poznałam Cię i inne dziewczyny :)), a odbyło się ono w pizzerii Hellada, która znajduje się w Krakowie przy ulicy Królewskiej 55. Na miejsce przybyłam z Angel i z Ukochanym, który obsługiwał sprzęt fotografujący ;). Spóźniliśmy się tylko ok. 45 minut... (poprzednim razem opóźnienie wynosiło godzinę, więc robimy postępy ;)). To, że Angel przyjechała do Krakowa dzień wcześniej, trochę pomogło ;). Ominęło nas spotkanie z panią z Golden Rose, ale na szczęście na resztę atrakcji się załapałyśmy :). Podczas spotkania dowiedziałyśmy się co nieco na temat kosmetyków Mariza, miałyśmy możliwość zapoznać się z produktami marki Pat&Rub oraz mogłyśmy zrobić sobie badanie skóry przeprowadzane przez panią z Biodermy (o tym jeszcze napiszę, bo badanie zmieniło moje postrzeganie swojej skóry ;) myślę, że dzięki niemu obiorę nowy kierunek pielęgnacji :D). Dostałyśmy całą masę prezentów (które pokażę w kolejnym poście, bo obrabianie zdjęć ze spotkania zajęło mi całe przedpołudnie, nie ogarniam już ;)), było ich tak dużo, że nawet koło stołu nie dało się swobodnie przejść ;). Po spotkaniu czuję jednak niedosyt... Musiałyśmy wyjść wcześniej bo o 16 byłyśmy umówione... I nie zdążyłam się nagadać wystarczająco :(. Jakby któraś uczestniczka (albo inna blogerka) chciała ze mną podyskutować o pierdołach i nawet ważnych sprawach ;) to zapraszam na kawę :) :) :)
Mam nadzieję, że jeszcze spotkamy się w takim gronie! Było super! Dziękuję wszystkim za miło spędzony czas :*

Ps.
Zdjęcia wrzucam w kolejności dość przypadkowej bo trochę ich się uzbierało, a ja nie mogę ogarnąć... Większość podpiszę aby nie było wątpliwości ;)
Pierwszy rzut oka na stół ;)

Prezenty chodziły z rąk do rąk ;)
Czasami lampa nie błyśnie, ale to ma swój urok :)
Co my tu mamy?

Smakołyki Pat&Rub

Oglądamy, wymieniamy ;)

Test na blogerkę... A tak na poważnie to wstęp do badania skóry z Biodermą :)
Przygotowania do badania


O matko, czy będę potrafiła opowiedzieć na pytania? ;)

Kornelia się nachodziła i nadźwigała O.O

Wszystko można było dokładnie obadać :D
Zapoznanie z ofertą Marizy :)


Mój peelingowy hit :D Chętnie przygarnęłabym taki słoiczek ;) hihi

Zapoznajemy się z kosmetykami Pat&Rub


O kosmetykach Biodermy słów kilka :) Zobaczcie jaką ładna cera! Może to właśnie zasługa kosetyków tej marki? Sprawdzę na sobie :D

Sprawdzamy czy należy się bać badania ;)

Wymiana i wszyscy są szczęśliwi ;)

Prezenty od Pat&Rub

Informacje o kosmetykach Mariza łatwiej przyswoić przy pysznym ciasteczku z czekoladą :)

Ta mina mówi "właśnie to chciałam wypróbować!"

O Pat&Rub już wiemy wszystko

Prezenciki :)

Magiczna skrzyneczka Pat&Rub :) Założę się, że to przedmiot pożądania większości dziewczyn na spotkaniu (oczywiście z zawartością ;))

I znowy prezenciki :)


Uważnie słuchamy :)

Miło pogadać :)

Wypełniamy test na blogerkę ;) nie wolno ściągać
Podczas badania skóry :)

Angel się opala :)
Opalenizna robi wrażenie

Jak po urlopie pod palmą ;)
Sprawca zamiesznia ;)


Grupowo :)
Kornelia i Ania
Z Kornelią <3
Kornelia i Angel

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...