czwartek, 28 lutego 2013

February's changes

Dziś w Krakowie czuć wiosnę. Na spacerze zdjęłam kurtkę i zasuwałam w sweterku, było tak miło na słoneczku! Aż trudno uwierzyć, że jeszcze mamy luty. Z okazji końca miesiąca naszło mnie na refleksje. Ostatnio dużo się wydarzyło w moim życiu. Z Ukochanym dogaduję się lepiej niż kiedykolwiek, a czuję, że będzie tylko lepiej. W sferze zawodowej też się ruszyło, jak dobrze pójdzie to niedługo zapłacę zaliczkę na jakiś fajny wyjazd wakacyjny. Ostatnio dużo myślę o lecie ;). Nie mogę się doczekać ciepłego morza i plaży. W marcu będę miała wystawę malarstwa, najbliższy czas przeznaczę na przygotowania. Plany na następny miesiąc: praca, praca i jeszcze raz praca. No i blog :) A Wy myślicie już o wakacjach? Jakie macie plany na marzec?

A tu foto ze spaceru. Bransoletki, które ostatnio zrobiłam. Bardzo mi się podobają, a Wam?



Rival de Loop, Tygodniowa kuracja przeciwzmarszczkowa w ampułkach

Kilka dni temu zakończyłam kurację przeciwzmarszczkową ampułkami, o których tyle dobrego słyszałam. Czy ja też się zachwyciłam? Czytajcie dalej ;). Kuracja to olejek zamknięty w miękkich żelowych kapsułkach. Dostępna jest w drogeriach Rossmann w cenie 7.99 (ja kupiłam w promocji za 5.99) Co wieczór powinno się wmasowywać zawartość jednej w skórę twarzy, szyi i dekoltu. Tak też postępowałam. Aplikacja jest przyjemne, olejek nie jest zbyt lejący, bez problemu można go nałożyć na twarz, delikatnie się wchłania i nie ubrudzi pościeli. Zapach kosmetyku jest mało intensywny i przyjemny. Przejdźmy teraz do efektów. Po kuracji moja cera stała się lepiej nawilżona i wygładzona. Wygląda na wypoczętą i odżywioną. Jeśli chodzi o działanie przeciwzmarszczkowe to ciężko mi stwierdzić bo nie mam z tym problemu. Potwierdzam, że wygładza zmarszczki mimiczne, ale taki efekt u mnie daje porządne nawilżenie. Kurację oceniam na 5/6.  Pewnie w przyszłości powtórzę.

Jakie macie doświadczenia z tą kuracją?



wtorek, 26 lutego 2013

Moje wytwóry szukają domu

Myślę i myślę i jeszcze nic nie wymyśliłam w sprawie sprzedaży internetowej moich wytworów. Muszę się do czegoś przyznać, jeśli chodzi o sprzedaż to jestem okropnym leniem, nie chce mi się fotografować, opisywać itd. ;). Przez to w mieszkaniu mam pełno biżuterii, akcesoriów i torebek ;). Sprzedaję przy okazji znajomym gdy coś u mnie znajdą. Często ktoś coś na mnie zobaczy, zapyta, poprosi bym dla niego zrobiła i tak się kręci ;). Sprzedaję też stacjonarnie, ale nie podoba mi się ta opcja bo dochodzi spora marża od sklepu... Może zmobilizuję Ukochanego by mi sfotografował, i pomógł ogarnąć sprzedaż przez internet. W każdym razie ja nadal myślę i nastawiam się psychicznie, a tym czasem jeśli coś co pokazałam na blogu Was zainteresuje to piszcie na maila, dogadamy się :)



















poniedziałek, 25 lutego 2013

Beautyblender

Patrzcie co mam! Jakiś czas temu załapałam się na wspólny zakup z SexiChic (ślicznie dziękuję za próbeczki, myślę, że są idealne dla mojej suchej skóry) i w ten sposób stałam się szczęśliwą posiadaczką różowego jajka :). Ukochany nadal nie może uwierzyć, że tyle wydał na kawałek różowej gąbki (skasowałam sobie listę haseł i on musiał zrobić przelew). Już zdążyłam je użyć i umyć, a niedługo będzie w użyciu kolejny raz bo zostanie wykorzystane przy robieniu makijażu do mojej dzisiejszej sesji. Jak już jestem w temacie pracy to muszę przyznać, że czuję się zmęczona. Codziennie rozmowy z nowymi ludźmi, a niektóre dużo nerwów mnie kosztują. Częste zmiany planów, spontaniczne sesje... O, właśnie dzisiejszy fotograf przełożył sesję bo coś tam się stało. Proza życia ;). Jajko przynajmniej odpocznie ;). A jak Wam mija dzień?




HexxBOX Grashka eyeliner - recenzja



Jak wiecie biorę udział w akcji HexxBOX. W jej ramach dostałam do testowania kosmetyki marki Grashka. Na pierwszy rzut pójdzie najsłabsze ogniwo - eyeliner. Ma on formę pisaka. Opakowanie jest czarne z białymi napisami. Proste i estetyczne. Kosmetyk jest wyjątkowo mały, jego pojemność to 0,8 ml. Malutko, ale za to można go bez problemu wrzucić nawet do najmniejszej kosmetyczki ;). Moje wrażenie po pierwszym użyciu było bardzo pozytywne, bez problemu mogłam narysować dowolne kreski. Łatwość aplikacji mnie zachwyciła. Wiązałam z nim duże nadzieje... Niestety, dalej było gorzej. Przy kolejnych aplikacjach liner nie chciał "pisać" po cieniach, miałam wrażenie, że końcówka wysycha. Postanowiłam używać go na czyste powieki. Taka aplikacja jest dużo łatwiejsza, niestety kosmetyk nie ma intensywnego koloru i gotowe kreski wyglądają po prostu kiepsko. Łatwo się rozmazują na powiekach, a po kilku godzinach nie ma po nich śladu. Liner jest bardzo nietrwały. Niestety, jestem rozczarowana, a moja ocena to 3/6. Kosmetyki marki Grashka można kupić w sklepie Igruszka. Niebawem dalsze recenzje otrzymanych kosmetyków.




 Pierwsza aplikacja



A tu już na "czystych" powiekach





niedziela, 24 lutego 2013

Meersalz Ol Peeling - peeling solny Wellnes&Beauty

Kosmetyk o istnieniu którego dowiedziałam się u Hexx. Po przeczytaniu recenzji wiedziałam, że to coś dla mnie! Trochę go poużywałam, mam już wyrobione zdanie i postanowiłam o nim napisać. Peeling zamknięty jest w plastikowym słoiczku o pojemności 300 ml. Gdy go zobaczyłam w Rossmannie (tylko tam jest dostępny) to trochę się zdziwiłam, że tak go mało, ale pomyślałam, że pozory mylą. No niestety, tym razem nie myliły, ale o tym później. Po otwarciu słoika poczułam mocny zapach. Niezbyt mi się podoba, taki mało finezyjny i męski. Grunt, że na skórze trochę się zmienia i robi się znośny. Kosmetyk ma gęstą, zwartą konsystencje, są to jakby kryształki soli zalane oliwką. Mimo to dobrze rozprowadza się na mokrej skórze. Drobinki są dość ostre co mi się bardzo podoba. Ostrzegam jednak, że jestem ciężkim przypadkiem, potrafię peelingować ciało kryształkami soli gruboziarnistej, nałożonymi na mokrą skórę, im ostrzej tym lepiej ;). Po zabiegu skóra pokryta jest warstwą oliwki i nie trzeba stosować balsamu. Następnego dnia ciało jest gładziutkie i nawilżone. Efekt bardzo mi się podoba! A co mi się nie podoba? Cena. Sama w sobie nie jest zła (ok. 12 zł), ale w stosunku do wydajności wypada kiepsko. Kosmetyk starczył mi na 5 użyć. Miałam nadzieję, że będzie bardziej wydajny. Jeszcze jeden minus, po użyciu trzeba umyć wannę. Bezwarunkowo. Spłukanie wodą nic nie daje. Ciężko mi wystawić ocenę. Jeśli chodzi o działanie to idealnie wpasowuje się w mój gust, ale muszę odjąć za wydajność i zapach... Biorąc pod uwagę to, że podobny peeling mogę zrobić sobie we własnej kuchni, i taniej mi wyjdzie, daję 4,5/6. Znacie ten peeling? A może używałyście czegoś lepszego? Dajcie znać!




Miała dziś być leniwa niedziela z Ukochanym, ale nie wyszło... Fotograf się rano ze mną skontaktował, przyjechał z końca świata i zrobiliśmy sesję. Przynajmniej coś mnie zmobilizowało do uczesania się ;). A co u Was?

sobota, 23 lutego 2013

Relax, take it easy. Ciasto jogurtowe.

Wolna sobota. Nie mogłam zmarnować dzisiejszego dnia. Do południa pracowaliśmy, ja przy maszynie, a Ukochany przy komputerze. Jestem zadowolona! Biała kawa idealnie pasowała do sytuacji. W międzyczasie odwiedzili nas Świadkowie Jehowy, to znak, że wiosna idzie. Zapragnęłam iść na spacer, a pamiętając o wizycie byłam przekonana, że jest ciepło. Oj, myliłam się... Zmarzłam okropnie, nawet nie miałam ochoty robić zdjęć, szybko wróciliśmy do domu. Upiekłam jogurtowe ciasto z przepisu z bloga Rocksanki (a właściwie zainspirowałam się składnikami, a dozowałam je na oko... jak to ja ;)) i dopiero z talerzykiem mogłam usiąść i pokazać Wam mój dzisiejszy strój. Założyłam sweter, który dawno temu, dla mojej mamy, zrobiła babcia. Uwielbiam go, jest w moich ulubionych kolorach i bardzo mi w nim wygodnie. Taka luźna, prosta jeansowa stylizacja, w sam raz na sobotni relaks. Jak Wam się podoba? Co ciekawego dziś robicie?



 



sweter - wyrób mojej babci, spodnie - Tally Weijl, płaszcz - Orsay, torebka - pamiątka z Egiptu, komin - zrobiłam sobie

Ps.
W związku z pozytywną reakcją na moje pytanie z poprzedniego posta, postanowiłam rozszerzyć zasięg sprzedaży moich wytworów. Na razie sprzedawane są tylko stacjonarnie, ale myślę żeby je gdzieś w sieci umieścić. 45 stopni kombinuje :)

piątek, 22 lutego 2013

Something new

Humor mi nie dopisuje. Mama do mnie nie przyjedzie, ja też nie pojadę do niej. Tak dawno nie byłam w Częstochowie :(. W każdym razie wyszło na to, że mam wolny weekend i nie wiem co ze sobą zrobić. Żeby nie marnować czasu robię to co pożytecznie, gdy jest widno to maluję, a potem tworzę dodatki i szyję sobie ubrania. Pewnie tak spędzę cały weekend, z przerwą na spacer. Jak Wam się podoba kołnierzyk, który dziś zrobiłam?

 
Ps.
Mam pytanie, byłybyście zainteresowane zakupem jakiś dodatków lub biżuterii mojego autorstwa?

czwartek, 21 lutego 2013

Fit wyzwanie - szybka aktualizacja

Sesja znowu się przesunęła (ej, no, co jest? ja chcę w końcu pieniądze zobaczyć), mam więc dodatkowe 2 tygodnie. Zostaję w Krakowie przez weekend więc chciałabym jutro iść na siłownię, mam nadzieję, że Ukochany da się wyciągnąć ;). Dzisiaj również nie mam sesji bo: a) model nie dojedzie więc sesja przełożona, b) mam powiększoną śliniankę i boli mnie głowa (czy ja szukam wymówek?), w związku z tym wieczorem zapodam sobie Ewkę. Którą część mi polecacie na dzisiaj?



Ps.
Trochę mi smutno, już chyba miesiąc nie widziałam mamy i babci :(. Miałam nadzieję, że w końcu się u nich pojawię, już nawet zaczęłam się pakować... A tu lipa :(. Jak powiedziałam, że jednak sesja się przesunęła to mama stwierdziła, że szkoda kasy na podróż skoro nie jadę do pracy. Mam nadzieję, że uda mi się ją przekonać żeby do mnie przyjechała... Chociaż na jeden dzień.

środa, 20 lutego 2013

Bądźmy delikatni!

Pokażę Wam trochę rzeczy, które ostatnio zrobiłam. Właściwie wszystko co jest widoczne na zdjęciach jest mojego autorstwa, od opasek, przez naszyjnik, aż do bluzki. I tu ciekawa sprawa! Materiał z którego ją uszyłam ma chyba ponad 50 lat! Tak wynika z metki :). Dostałam go od babci, bardzo mi się podobał, bardzo długo myślałam co z niego uszyć ;). Zostało mi go jeszcze sporo więc na pewno coś jeszcze powstanie. Jak Wam się podobają moje wytwory? :) Tytuł posta wziął się stąd, że właśnie z delikatnością kojarzą mi się opaski i bluzka. Takie trochę elfie i wróżkowe ;). Delikatne i wiosenne. Co o tym myślicie?











Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...